Dąb Gdyński

Każdy, kto przeglądał albumy o dawnej Gdyni mógł zwrócić uwagę na fotografie przedstawiające rosnący pośrodku ulicy Portowej rozłożysty dąb. Ten podobno 300-letni wielki stary dąb szypułkowy (Quercus robur) często przedstawiany był na przedwojennych pocztówkach i chętnie się na jego tle fotografowano. Sfotografował się pod nim prezydent Ignacy Mościcki podczas swojej wizyty w Gdyni i podobno od tego momentu drzewo stało się popularnym obiektem dla pamiątkowych fotografii.

Z dębem związanych jest wiele legend i opowieści. Według jednej z legend w 1390 r. pod dębem miał odpoczywać przyszły król Anglii, Henryk IV Lancaster, który wraz z 300 rycerzami jechał na wyprawę krzyżową na Litwę. Szukał wytchnienia pod gałęziami drzewa podobno również Jan III Sobieski, właściciel Kolibek i Rzucewa. Inna z legend głosi, że w czasach, kiedy Gdynia była jeszcze kaszubską wioską pewien stary rybak, który miał już dosyć sporów mieszkańców o to, gdzie dokładnie przebiega granica powiatów puckiego i wejherowskiego i tym samym, które parcele należą do Gdyni, oświadczył, że jego dom stoi w Gdyni, w powiecie wejherowskim, natomiast droga i pola za nią leżą już w powiecie puckim. We wskazanym przez rybaka miejscu mieszkańcy zakopali antałek po piwie z odpowiednim dokumentem i zasadzili dąb. Na początku lat 20-ych pojawiła się informacja, że pod gdyńskim dębem odpoczywał cesarz Napoleon I i dlatego dąb winien być nazwany napoleońskim. Co ciekawe, w niedługim czasie ambasador Francji miał przesłać do Gdynian list z podziękowaniem za upamiętnienie cesarza, a o całej sprawie pisał francuski „Le Figaro”.

Z historią drzewa łączy się ściśle historia karczmy działającej przed wojną przy ul. Portowej. W 1913 roku stary budynek karczmy odkupił od Magdaleny Skwierczowej Jakub Wojewski. W 1917 roku wyremontował on gruntownie budynek, na parterze urządzając salę restauracyjną, a na dobudowanym piętrze siedemnaście pokoi dla letników. Hotel i restaurację nazwano "Pod Starym Dębem".

W 1927 roku rozpoczęto utwardzanie ulic miasta. Jedną z pierwszych była ulica Portowa. Wówczas to słynny dąb pozostawiono na środku ulicy i otoczono go ochronnym murowanym cokołem.

Nie są jasne okoliczności, w jakich drzewo zakończyło swój żywot. Powszechnie o usunięcie drzewa obwinia się hitlerowców. Według niektórych źródeł już w 1943 roku Niemcy celowo wycięli dąb, będący dumą miasta. Według innych relacji, pod koniec 1944 roku drzewo z powody niedostatku wody i nadmiaru spalin spróchniało i przewróciło się, kiedy zahaczył o nie cofający czołg niemieckich jednostek zmotoryzowanych (następnego dnia niemieccy żołnierze drzewo pocięte na kawałki przewieźli na teren dzisiejszego boiska szkolnego między ul. Radtkego i Jana z Kolna). Według relacji niektórych mieszkańców Gdyni drzewo zostało ścięte dopiero w 1945 roku, już po wojnie.

Sylwetka dębu jest dziś znakiem Koła Starych Gdynian, założonego w 1969 roku przez Kazimierza Małkowskiego, Jerzego Heidricha i Stanisława Ostrowickiego (Koło Starych Gdynian było inicjatorem powstania w 1974 roku Towarzystwa Miłośników Gdyni).